Nasz patron - HISTORIA STRAJKU DZIECI WRZESIŃSKICH

W szkołach ludowych na terenie Wielkopolski, zgodnie z zarządzeniem naczelnego prezesa prowincji poznańskiej z dnia 27 października 1873 roku, językiem wykładowym był niemiecki. Po polsku nauczano nadal religii i śpiewu kościelnego. Taki stan trwał do 1901 roku. W marcu inspektor szkolny we Wrześni otrzymał pismo, w którym regencja zawiadamiała, iż od nowego roku szkolnego, czyli od kwietnia 1901 r., w dwóch najwyższych klasach (I i II) nauczanie religii należy prowadzić w języku niemieckim. Polecono zakupić dla biedniejszych uczniów niemieckie katechizmy.

W pierwszych tygodniach nowego roku szkolnego dzieci z najstarszej klasy zastosowały bierny opór, nie przyjmując niemieckich katechizmów oraz odmawiając udzielania odpowiedzi w języku niemieckim. Bronisława Śmidowicz wspomniała po latach: "Wiedziona jakimś niewytłumaczalnym odruchem chwyciłam książkę przez fartuszek". Z początku nauczyciele stosowali środki doraźne, łagodnie namawiając i przekonując oporne dzieci. Z czasem posypały się groźby, dwugodzinne kary aresztu oraz kara chłosty, wykonana dwukrotnie (2 i 13 maja) wobec dwójki najbardziej opornych dzieci - Bronisławy Śmidowicz i Stanisława Jerszyńskiego. Zastosowany masowy areszt nie wpłynął na zmianę postawy uczniów, a w ich obronie stanęli rodzice.   

Budynek szkoły z okresu strajku

Grupa dzieci klasy I ukaranych chłostą w maju 1901 r. 

Kulminacją wydarzeń wrzesińskich był dzień 20 maja, kiedy to do szkoły przybył inspektor Winter, zawiadomiony przez zastępcę rektora Feliksa Koralewskiego. Wobec 26 uczniów z klasy I zarządził dwugodzinny areszt, w czasie którego miały nauczyć się po niemiecku słów pieśni "Kto się w opiekę". O godz. 1200 zwolniono do domu tych, którzy wykonali zadanie. "Czternaścioro dzieci - relacjonował później inspektor Winter - które orzekły, iż nie będą uczyły się religii po niemiecku, postanowiłem ukarać przykładnie. Zarządziłem, ażeby wszystkie po kolei otrzymały chłostę z ręki nauczyciela Schölzchena. Dzieci otrzymały 4 do 8 uderzeń po siedzeniu i po rękach". Pobite dzieci wychodziły ze szkoły z płaczem. Ręce niektórych uczniów były tak spuchnięte, że dzieci niosły książki pod pachami.                                           

Około godz. 13 przed budynkiem szkoły zaczęli gromadzić się ludzie, którzy usłyszeli krzyk bitych dzieci. Zebrani komentowali wydarzenia, nie szczędząc obelg nauczycielom. Wzburzenie wzrosło, gdy zmaltretowane dzieci pojawiły się na ulicy. Nie doszło jednak do czynnych wystąpień. Zachowanie ludzi na ulicy nie było ani groźne ani agresywne, nie dokonano żadnych aresztowań. Jednak opornych, którzy na wezwanie policjanta nie oddalili się natychmiast sprzed budynku szkolnego, wznoszących okrzyki i rzucających wyzwiska pod adresem znienawidzonych nauczycieli, notowano. Wychłostane 20 maja dzieci zbadał dr Ludwik Krzyżagórski. Stwierdził, że w stosunku do czworga z nich zostało przekroczone prawo chłosty. Leokadia Wojciechowska - Stankowska, w 60. rocznicę strajku, tak wspominała to wydarzenie: "... lekarz po zbadaniu moich rąk wypisał zaświadczenie, że mam uraz cielesny. Miałam tak opuchnięte i obolałe ręce, że przez 2 tygodnie nie mogłam pisać ani rysować".

Klasa w Muzeum im. Dzieci Wrzesińskich

Zdjęcie oskarżonych w procesie gnieźnieńskim

Wszystkie osoby, zanotowane przez policję podczas pamiętnych wydarzeń przed budynkiem szkolnym, stanęły przed sądem. Proces w Gnieźnie odbył się 14, 15 i 16 listopada 1901 r. W akcie oskarżenia zarzucono m.in. udział w publicznym zbiegowisku, w czasie którego usiłowali zmusić nauczycieli do zaniechania czynności urzędowych, wtargnięcie do budynku szkolnego, zakłócanie porządku publicznego, znieważenie nauczycieli. Przed sądem gnieźnieńskim postawiono ogółem 26 osób, 20 skazano. Były to kary od kilku tygodni do 2,5 roku więzienia.

Motywów zajścia w dniu 20 maja dopatrywano się między innymi w postępowaniu ks. Jana Laskowskiego, wikariusza, który tego samego dnia ogłosił list otwarty do nauczycieli wrzesińskiej szkoły. W liście tym dowodził, iż tylko język ojczysty jest skuteczny w nauczaniu religii.

Ks. Jan Laskowski

Pomnik Dzieci Wrzesińskich 

Listopadowy wyrok sądu gnieźnieńskiego nie osłabił postawy strajkujących dzieci. Opór trwał jeszcze w 1903 i na początku 1904 roku, choć wówczas brała w nim udział niewielka już grupa dzieci. Jedną z ostatnich strajkujących uczennic była Stefania Śmidowiczówna, młodsza siostra Bronisławy. Próbowała ona kontynuować swoją walkę jeszcze po Wielkanocy 1904 roku, ale pod naciskiem inspektora dra Krausbauera, następcy Wintera, musiała zrezygnować z dalszego oporu. W ten sposób zakończyła się trzyletnia walka Dzieci Wrzesińskich o prawo do uczenia się religii w języku ojczystym. 

opracowano na podstawie: Leopold Kostrzewski, Przebieg strajku szkolnego we Wrześni w 1901 roku oraz artykuł Hanny Bachorz opublikowany na www.wrzesnia.pl 

                                  IZBA PAMIĘCI W SZKOLE